Kategorie
News

Białoruski siłacz wybiera walkę z polską społecznością

W ciągu ośmiu miesięcy, odkąd prawie został obalony przez ogromne protesty uliczne po ogłoszeniu zwycięstwa w sfałszowanych wyborach, autorytarny prezydent Białorusi Aleksander Łukaszenko nigdy nie próbował wyczarować wrogów. Ale w ostatnich tygodniach znalazł nową: mniejszość polską na Białorusi.

Dwa tygodnie temu białoruskie władze aresztowały pięciu członków miejscowej Polonii, w tym szefową Związku Polaków na Białorusi Andzelikę Borys. Prokuratorzy powiedzieli, że wszczęli postępowanie karne przeciwko Borysowi i innym bezimiennym obywatelom za „podżeganie do nienawiści etnicznej i religijnej” oraz oskarżyli ich o udział w „nielegalnych imprezach masowych” i akcjach mających na celu „rehabilitację nazizmu”.

Aresztowaniom towarzyszyła antypolska propaganda w telewizji państwowej, a także naciski na polskie szkoły językowe, które w ostatnich tygodniach otrzymały od prokuratorów żądania ujawnienia informacji o swoich nauczycielach i uczniach, w tym nieletnich. Wczoraj Łukaszenko wystrzelił kolejną salwę, oskarżając Polskę o wspieranie „naszych uciekinierów i ich firm” oraz „zdrajców i ekstremistów”.

„Nie chcemy z nikim walczyć, ale jeśli potraktują nas tak, jak pod koniec zeszłego roku i tak jak teraz, dostaną klapsa w twarz – i to bardzo mocno” – powiedział, odnosząc się do Polska krytyka wyborów i późniejsze poparcie dla międzynarodowych sankcji nałożonych na reżim w Mińsku.

Posunięcia, które nastąpiły w ramach szerszej rozprawy z niezależnymi grupami, gdy Łukaszenko próbuje utrwalić swoją władzę po zeszłorocznych protestach, wywołały gniewną reakcję Warszawy. Premier Mateusz Morawiecki oskarżył reżim Łukaszenki o prześladowania i zażądał, by przestał „brać zakładników”. Grupy praw człowieka ogłosiły zatrzymanych więźniami politycznymi.

„To najgorszy moment” w stosunkach między Mińskiem a Warszawą w ostatnich latach – powiedział jeden z zachodnich dyplomatów zajmujący się Białorusią. „Relacja, która była przyzwoita przez cztery lub pięć lat, stała się nie do zniesienia tylko dlatego, że jeden mężczyzna chciał pozostać przy władzy”.

Mniejszość polska na Białorusi, która stanowi co najmniej 300 000 z 9,5-milionowej populacji kraju, jest spuścizną po zmianie granic Europy w burzliwej pierwszej połowie XX wieku. W okresie międzywojennym zachodnia część dzisiejszej Białorusi wraz z takimi miastami jak Grodno i Brześć znajdowała się w Polsce. Jednak po drugiej wojnie światowej terytorium to stało się częścią Białoruskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej, a po rozpadzie Związku Radzieckiego – częścią niepodległej Białorusi.

Andzelika Borys, przewodnicząca Związku Polaków na Białorusi, jest wśród Polaków aresztowanych i oskarżonych o udział w „nielegalnych imprezach masowych” © Sergei Grits / AP

Marcin Przydacz, wiceminister spraw zagranicznych Polski, powiedział, że Łukaszenko próbuje wykorzystać to historyczne tło do wyczarowania wygodnego „kozła ofiarnego”, który wyjaśni swoje wewnętrzne problemy.

„Od początku [of the protests after the election] krążyła taka narracja, że ​​mniejszość polska planuje wspólnie z Warszawą odbić tereny obwodu grodzieńskiego. . . To nie ma nic wspólnego z rzeczywistością ”- powiedział Financial Times.

„To ta post-sowiecka mentalność, w której chcesz znaleźć powód, dla którego w twoim kraju jest tak źle. I oczywiście to nigdy nie są złe decyzje polityków, nigdy kryzys gospodarczy, zawsze są to zagraniczni agenci, piąta kolumna, ktoś z zagranicy ”.

Inni obserwatorzy argumentują, że poparcie Polski dla białoruskiej opozycji rozwścieczyło Łukaszenkę. Warszawa zapewniła bezpieczną przystań liderom opozycji, takim jak Paweł Latushko. W stolicy Polski działa też niezależna grupa medialna Nexta, której kanały Telegramu odegrały kluczową rolę w organizowaniu ogromnych protestów przeciwko Łukaszence.

„Sam fakt, że Nexta nadal istnieje i działa, publikuje i działa w Telegramie oraz że polskie władze de facto chronią Nextę jest głównym źródłem irytacji białoruskich władz, ponieważ uwielbiają mieć wszystko pod kontrolą” – powiedział dyplomata. . „To bardzo ich denerwuje”.

Veronica Laputska, z think-tanku German Marshall Fund w USA, powiedziała, że ​​uważa, że ​​Łukaszenko może spróbować wykorzystać mniejszość polską jako sposób na uzyskanie pewnej przewagi nad Warszawą i nie dopuścić do forsowania twardszej linii przeciwko jego reżim.

„Myślę, że z jednej strony szuka większej liczby więźniów politycznych, z którymi mógłby się targować, w tym z polskim rządem, kiedy następnym razem będą mu mówić” – powiedziała. „Myślę, że mógłby też spróbować odwrócić uwagę Polski. . . aby faktycznie musieli bardziej lobbować na rzecz mniejszości polskiej, a nie demokracji na Białorusi ”.

Warszawa nałożyła już na sędziego, który zajmował się sprawą Borysa, zakaz wjazdu, a Przydacz powiedział, że każdy, kto był zaangażowany w „represjonowanie niewinnych ludzi, dostanie taką samą odpowiedź ze strony polskiej”.

Powiedział jednak, że skuteczniejszym sposobem wywarcia presji na Łukaszenkę byłyby działania wielostronne. UE, USA i Wielka Brytania nałożyły już kilka rund sankcji na Mińsk w następstwie zeszłorocznych wyborów i represji. W zeszłym tygodniu szef polityki zagranicznej UE Josep Borrell zażądał uwolnienia Borysa i innych więźniów politycznych. Polscy przywódcy wezwali również Organizację Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie oraz ONZ do zajęcia się tą kwestią.

„Im bardziej jesteśmy zjednoczeni jako wspólnota euroatlantycka, tym silniejsi jesteśmy. Powiedziałbym więc, że lepiej robić to kanałami międzynarodowymi, uzgadniać sankcje i decyzje nie tylko wśród krajów UE, ale także z naszymi brytyjskimi, amerykańskimi i kanadyjskimi przyjaciółmi – powiedział Przydacz. „To znowu będzie test na jedność i wiarygodność UE i społeczności zachodniej”.