Kategorie
News

Polska odpowiedź prasowa na kontrolę rządu | Voice of America – angielski

Kiedy w zeszłym miesiącu warszawski sąd zablokował kontrolowanej przez państwo rafinerii ropy naftowej możliwość pożarcia dużej regionalnej grupie prasowej, wielu świętowało tę decyzję jako zwycięstwo wolności prasy.

Ale uroczystości mogą być krótkotrwałe. Następnego dnia Daniel Obajtek, prezes rafinerii PKN Orlen, zadeklarował, że transakcja przejęcia Polskiej Press pozostanie w mocy.

„Nie ma podstaw prawnych do ograniczenia praw spółki wynikających z nabytych akcji” – napisał na Twitterze Obajtek. Kilka dni później PKN Orlen opublikował roczne sprawozdanie finansowe, z którego wynika, że ​​przejęcie miało miejsce jeszcze przed orzeczeniem sądu i pozostaje prawnie wiążące.

ZDJĘCIE PLIKU: Logo PKN Orlen, czołowej polskiej rafinerii ropy naftowej, zostało przedstawione na stacji benzynowej w Warszawie, 25 kwietnia 2019 r.

Tak jest w Polsce, gdzie analitycy postrzegają próby nacjonalizacji prywatnych mediów podejmowane przez firmy państwowe jako część strategii rządzącej prawicowej partii Prawo i Sprawiedliwość (PiS) mającej na celu kontrolowanie dziennikarzy.

– W przeszłości byliśmy świadkami podobnych sytuacji, gdy (lider partii) Jarosław Kaczyński kwestionował pewne wyroki – powiedział VOA Roman Imielski, zastępca redaktora naczelnego największej gazety w Polsce, Gazety Wyborczej. „Taki jest stan praworządności w dzisiejszej Polsce: władze nie respektują orzeczeń sądów, gdy im się to nie podoba”.

Media Freedom Rapid Response, które śledzą naruszenia wolności prasy w państwach członkowskich Unii Europejskiej, poinformowały w raporcie na początku tego roku, że PiS „zapoczątkowało unikalną w Unii Europejskiej formę przechwytywania mediów” przez przejęcie Polska Press.

Taktyka czerpie inspirację z węgierskiego lidera Viktora Orbana, który wykorzystywał kontakty z węgierskimi potentatami biznesowymi do kupowania kontroli nad niezależnymi serwisami informacyjnymi, czytamy w raporcie.

Premier Węgier Viktor Orban opuszcza budynek Rady UE podczas szczytu UE w Brukseli, 20 lipca 2020 r.

Kaczyński publicznie pochwalił model węgierski, mówiąc w 2011 roku, że nadejdzie dzień, w którym Warszawa będzie wyglądać jak Budapeszt. Dziesięć lat później Prawo i Sprawiedliwość kontroluje parlament kraju, a media są na jego celowniku.

Jako główny architekt polityki rządu, Kaczyński powiedział, że po wprowadzeniu reform prawnych media będą następne w kolejce do zmiany.

Wydaje się, że przejęcie Polska Press, której właścicielem była niemiecka firma Verlagsgruppe Passau, wpisuje się w ten plan.

„Partia rządząca próbuje przekonać wydawców medialnych do bardziej wyważonego stanowiska wobec rządu. Ale nie mogą tego zrobić zagranicznym firmom” – powiedział Leszek Jażdżewski, publicysta i redaktor naczelny polskiego magazynu Liberte.

– Próbują ich nacjonalizować. Faktycznie mówią o „repolonizacji”, ale w praktyce jest to renacjonalizacja, bo w Polsce nie ma prywatnych środków na przejęcie tych mediów z rąk zagranicznych firm ”- powiedział Jażdżewski.

„Repolonizacja” – termin krążący od czasu przejęcia władzy przez partię rządzącą – odnosi się do starań o przejęcie polskich mediów i banków w tym kraju.

Według Deutsche Welle, niemieckiego nadawcy publicznego, inwestorzy zagraniczni stanowią około 40% udziałów i 75% nakładów w polskich mediach. Dla Polska Press, w skład której wchodzi 20 gazet regionalnych, 120 lokalnych tygodników i liczne serwisy informacyjne, to spora część mediów docierających do kluczowych regionów, na których toczą się walki wyborcze.

PiS powiedział też, że niemieckie i amerykańskie media są „zmanipulowane” przez polityków z tych krajów i skarży się na zagraniczne wpływy w mediach tego kraju. Po serii krytycznych artykułów polskich korespondentów pojawiających się w niemieckich mediach podczas wyborów prezydenckich w Polsce w zeszłym roku, Ministerstwo Spraw Zagranicznych wezwało członka ambasady Niemiec i powiedziało, że Polska jest „zdecydowanie przeciwna niemieckim kłamstwom i manipulacjom”.

W oświadczeniu dla VOA kancelaria premiera zaprzeczyła, jakoby jego zamiarem było ustanowienie kontroli politycznej nad wydawcami.

„Rząd nie planuje nacjonalizacji mediów ani nigdy nie miał takich planów. Wielokrotnie wskazywaliśmy na znaczenie pochodzenia kapitału wykorzystywanego do finansowania mediów jako czynnika decydującego o suwerenności informacyjnej kraju” – Sebastian Kęciek, International Projects Dyrektor departamentu w biurze premiera powiedział VOA.

Kęciek powiedział, że przed przejęciem Polska Press 17 z 20 największych dzienników regionalnych było własnością niemieckiej firmy i przedstawił tę transakcję jako ratunek dla mediów.

„Inwestor AGermana chciał zbyć swoje udziały w Polska Press, a polska firma była gotowa je przejąć. Inwestycja polskiego kapitału pozwoli uratować wielu z nich przed bankructwem” – powiedział VOA Kęciek.

Jak dotąd zaproponowano tylko jedno inne przejęcie. Agora, która jest właścicielem Gazety Wyborczej, próbowała przejąć Eurozet, co dałoby jej kontrolę nad 70% rynku. Ale polski organ antymonopolowy zablokował próbę.

Mężczyzna czyta polską Gazetę Wyborczą w Warszawie 23 listopada 2005 r. Dwa czołowe polskie dzienniki zamknęły większość swoich pierwszych stron, aby zaprotestować przeciwko naruszaniu wolności prasy na Białorusi.

Pod ostrzałem

Misja Media Freedom Rapid Response ostrzegła, że ​​pomimo widocznego pluralizmu w mediach, partia rządząca „kontynuowała wieloetapowy atak na niezależne media, próbując powstrzymać krytyczne relacje i podkopać dziennikarstwo strażnicze”.

Władze wprowadziły z mocą wsteczną kary podatkowe i grzywny, wszczęły dochodzenia antymonopolowe w celu powstrzymania fuzji i zastosowały presję administracyjną, podały organizacje medialne. Rząd wcześniej powiedział, że pracuje nad proponowaną ustawą, która ograniczy zagraniczną własność, ale dalsze szczegóły nie zostały ujawnione.

Polityka i Newsweek, liberalnie nastawione tygodniki krytyczne wobec rządu, wraz z Gazetą Wyborczą straciły wszelkie reklamy państwowych firm, gdy PiS doszło do władzy w 2015 roku.

Subskrypcje drukowane z sądów, większości ministerstw i innych podmiotów sektora publicznego również zostały wycofane w posunięciu, które zdaniem organów nadzoru medialnego wydaje się być częścią strategii.

Gazeta Wyborcza walczy z lawiną prawnych wyzwań od 2015 roku.

Jeden z pierwszych niezależnych gazet powstałych po upadku komunizmu w 1989 roku, dziennik nie waha się publikować raportów śledczych ujawniających korupcję. Doprowadziło to jednak do prawie 70 pozwów, w tym posłów i polityków, w tym ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry.

„Wygrywamy 99% spraw, ale wymaga to dużo energii od naszego zespołu prawnego, dziennikarzy i redakcji” – powiedział Imielski VOA.

Imielski powiedział, że każda gazeta odgrywająca rolę strażnika rządowego i ujawniająca skandal lub oszustwo może zostać pozwana. „Ale nigdy przed 2015 rokiem nie byliśmy świadkami takiej lawiny działań prawnych ze strony rządu” – powiedział.

Kęciek z biura premiera powiedział VOA, że istnienie Gazety Wyborczej jest dowodem na to, że rząd nie stara się ograniczać wolności prasy.

„Największy polski dziennik i tygodnik, Gazeta Wyborcza i Polityka, są własnością Polaków, a mimo to obaj nieustannie krytykują rząd PiS” – powiedział.

Zapytany, co uważa za największe zagrożenie dla wolności mediów w Polsce, Imielski szybko wskazał na Węgry, gdzie pozostało niewiele prawdziwie niezależnych mediów.

Tak zrobił Jażdżewski z Liberte.

„Jeśli chcesz zrozumieć, co może zrobić PiS, musisz spojrzeć na Orbana” – powiedział dziennikarz. Orban wykazał się umiejętnością unikania kary ze strony Unii Europejskiej za erozję instytucji demokratycznych i wolności mediów.

Mimo to, powiedział Imielski, Polska ma przed sobą długą drogę, by upodobnić się do Węgier, a ostatnie wewnętrzne podziały w rządzącej koalicji mogą stwarzać przeszkody. Ale nie ma wątpliwości, że władze będą nadal próbowały zacieśnić kontrolę nad mediami komercyjnymi.

„Ich marzeniem jest zbudowanie kraju, w którym prawie nie ma krytyków, a wszystkie główne media są zależne od władz, a ich rolą nie jest informowanie opinii publicznej, ale działanie na korzyść partii rządzącej” – powiedział Imielski.