Kategorie
News

Polska potrzebuje pracowników migrujących. Pandemia ich powstrzymała.

WARSZAWA, Polska – pod koniec maja ukraiński samolot wylądował na pustym pasie startowym lotniska w Warszawie. Przez fartuch pospieszyła karetka. Każdy z przybywających 178 Ukraińców został przeprowadzony przez kontrole – najpierw temperatury, potem papiery. Sześć autobusów czekało na zabranie pracowników do domów i hosteli w całej Polsce, gdzie spędzili obowiązkowe dwa tygodnie w kwarantannie przed podjęciem pracy w produkcji i logistyce.

Po tym, jak polski rząd wprowadził jedne z najcięższych środków blokujących w Europie w połowie marca, około 150 000 milionów Ukraińców mieszkających w Polsce – największej grupie migrantów – opuściło kraj. Ale teraz, gdy polska gospodarka zaczyna wychodzić z recesji wywołanej przez pandemię, firmy walczą o zagranicznych pracowników, na których polegają, szukając sposobów na ich powrót lub znalezienie zastępców. Trudności, jakie napotykają, ujawniły ograniczenia polskiego modelu krótkowzrocznego migracji.

W ostatnich latach Polska stała się największym importerem zagranicznych pracowników w Unii Europejskiej. W 2018 r., Ostatnim rekordowym roku, Polska wydała 635 000 zezwoleń na pierwszy pobyt, co stanowi jedną piątą wszystkich takich dokumentów wydanych w bloku. Od 2014 r. Prawie 2 miliony Ukraińców podjęło role w rolnictwie, budownictwie, produkcji i logistyce.

To oni utrzymywali bujanie polskiej gospodarki, pomimo starzenia się społeczeństwa, gwałtownego wzrostu liczby urodzeń i dużej liczby Polaków emigrujących do pracy w innych częściach UE. W rezultacie bezprecedensowa fala przyjazdów została powszechnie zaakceptowana przez Polaków – w przeciwieństwie do innych krajów zachodnich, w których imigracja wywołała niechęć mieszkańców.

Te imperatywy gospodarcze czasami kolidowały z wrogą postawą antyimigrancką przyjętą przez członków nacjonalistycznej rządzącej partii Prawo i Sprawiedliwość (PiS). Polski rząd pod rządami PiS walczy z UE przeciwko stanowisku Brukseli w sprawie przyjmowania osób ubiegających się o azyl w ramach bloku. Na początku czerwca, wraz z sześcioma innymi państwami członkowskimi w Europie Wschodniej, Polska wystąpiła przeciwko „eksperymentowi kulturowemu” relokacji „nielegalnych imigrantów” do Europy przed nowym unijnym paktem na temat azylu i migracji, którego oczekiwano tego lata.

Ale po zamknięciu granic w tym roku wielu miało problemy z wjazdem do Polski. Międzynarodowe podróże lotnicze i kolejowe, które zostały zawieszone od połowy marca, dopiero stopniowo przywracane. Tomas Bogdevic, dyrektor Gremi Personal, agencji rekrutacyjnej, która zorganizowała ostatni lot, wiele lądowych przejść granicznych pozostaje zamkniętych, a otwarte są często zamknięte. „Jak wiecie, nie każdy ma samochód” – powiedział. Inne przejścia były kosztowne, ponieważ większość wewnętrznych połączeń Ukrainy została zawieszona, a wielu migrantów zmaga się z problemem, gdzie spędzić dwa tygodnie obowiązkowej kwarantanny po przylocie. Polski system konsularny zatrzymał również przepływ pracowników, ponieważ wznowił wydawanie wiz 4 maja i nadał priorytet niektórym sektorom.

Niektóre firmy oparły się na bezczynnych pracownikach już w Polsce. „Głowy, patroszenie, filetowanie i palenie” – powiedziała szefowa działu zasobów ludzkich Martyna Łukomska, wymieniając oferty pracy w zakładzie przetwórstwa łososia BG Production. Firma w nadmorskiej miejscowości Ustronie Morskie zatarła luki ze 180 pracownikami z Indonezji i Filipin, którzy zostali zwolnieni z magazynów i restauracji podczas pandemii. „Agencje, z którymi współpracujemy, przekazały nam pracowników z IKEA, KFC i McDonald’s” – powiedziała Lukomska. Współpracowała także z nadmorską komorą hotelarską, aby pożyczyć oszołomionych kucharzy i sprzątaczy.

Rolnicy odczuwają jeszcze większą potrzebę rekrutacji sezonowych farmerów. Jeden producent jagód z południowej wsi Olchowiec zatrudnia co roku 800 pracowników. W 2014 roku 90 procent z nich było Polakami, a tylko 10 procent to Ukraińcy. W zeszłym roku prawie wszyscy przybyli z Ukrainy, powiedział specjalista ds. Rekrutacji firmy, Yosyp Gusak Polityka zagraniczna. W tym roku do farmy jagodowej dołączyła zupełnie nowa grupa: 10-ciu obecnych zbieraczy to studenci z Indii, Nigerii, Zimbabwe i Rwandy, którzy przenieśli swoje kursy uniwersyteckie online z powodu koronawirusa. „Po zajęciach opuszczają pole na godzinę lub dwie, a następnie wracają do pracy” – powiedział Gusak.

Według ankiety przeprowadzonej przez agencję rekrutacyjną EWL ponad jedna czwarta pracowników zagranicznych w Polsce sprostała rosnącemu popytowi, zmieniając sektor zatrudnienia w pierwszym miesiącu pandemii. Ale pracownicy zastępczy to tylko pociecha. „Liczą się nie tylko liczby, ale także umiejętności” – powiedziała Agnieszka Kulesa, ekonomistka pracy w warszawskim Centrum Badań Społeczno-Ekonomicznych. „Kiedy Polacy podróżują do Niemiec z roku na rok, aby zbierać szparagi, stają się bardziej wydajni niż nowicjusz w Niemczech” – powiedziała. Brytyjscy rolnicy przylecieli samolotami Rumunów, aby w tym roku szkolić swoich zielonych miejscowych zbieraczy. „Szybkość naprawdę ma zasadnicze znaczenie, jeśli chodzi o truskawki”, powiedziała Kulesa.

Wydaje się, że polski rząd odnotował i ostatnio poluzował zasady kwarantanny dla zagranicznych farmerów, umożliwiając im natychmiastowe rozpoczęcie pracy w specjalnych warunkach sanitarnych. 28 maja otwarto miejsce do testowania samochodów dla pracowników sezonowych w Grójecu, polskiej stolicy jabłoni. Pracownicy sezonowi otrzymają finansowane przez państwo testy, które nie zostały nawet przyznane nauczycielom, którzy powrócili do szkół pod koniec maja. „Myślę, że to zdecydowanie pokazuje sytuację na rynku pracy”, powiedziała Kulesa Polityka zagraniczna.

Podczas gdy luki sezonowe zostały zatkane, pandemia ujawniła również niektóre z głębszych problemów polskiego zarządzania migracją.

Obecny system jest ukierunkowany przede wszystkim na pracę krótkoterminową. Obywatele Ukrainy i pięciu innych byłych krajów radzieckich mogą pracować w Polsce przez okres do sześciu miesięcy bez wizy. To zawsze dotyczyło liderów biznesu. Nadmierne uzależnienie kraju od jednego źródła zagranicznych pracowników oznaczało, że jego siła robocza mogłaby łatwo wyschnąć, gdyby zmieniły się warunki polityczne, gospodarcze lub społeczne. To właśnie problem ujawnił pandemia.

Kiedy wybuchła pandemia, wielu obcokrajowców rzuciło się do domu z obawy przed pozostawieniem w Polsce bez pracy i bez grosza. Potencjalny wpływ na firmy polegające na pracy krótkoterminowej zmusił rząd do przedłużenia legalnych pobytów. „Polska powtarza błędy w niemieckich programach gości-gości w latach 70., traktując migrantów jako [temporary] praca ”- powiedział Cezary Kaźmierczak, prezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców.

Ale natura migracji do Polski zmienia się. W ubiegłym roku rząd udzielił Ukraińcom prawie 40 procent więcej zezwoleń na pracę niż w poprzednim roku, pozwalając na pobyt do trzech lat. Jednak wielu z tych migrujących pracowników przenosi się do lepiej płatnych sektorów, takich jak przemysł i usługi, a odsetek Ukraińców pracujących w rolnictwie w Polsce zmniejszył się o połowę w ciągu czterech lat po 2014 roku.

„Wielu z nich pracuje poniżej swoich kwalifikacji, co pozostawia wiele miejsca na awans” – powiedział Tomasz Wróblewski, prezes think tank Warsaw Enterprise Institute. W ubiegłym roku cudzoziemcy założyli rekordową liczbę nowych firm zarejestrowanych w Polsce. „Tacy pracownicy są niezwykle cenni, a rząd powinien zrobić wszystko, co w ich mocy, aby zatrzymać ich w Polsce” – powiedział Wróblewski, który sugeruje stworzenie drogi do osiągnięcia pełnych praw do osiedlenia się.

Jednak kwestia integracji nowych przybyszów jest nadal omywana pod dywan. Po dojściu do władzy w 2016 r. PiS unieważnił dokument dotyczący polityki migracyjnej poprzedniego rządu i rozpoczął prace nad własnym planem, koncentrując się na repatriacji polskiej diaspory. Jednak wyciekający projekt nowej polityki migracyjnej Ministerstwa Spraw Wewnętrznych wywołał kontrowersje wokół rozległych planów asymilacyjnych, rozdziału na temat ryzyka islamu i propozycji specjalnego podatku dla bezdzietnych. „Wszystko miało się wydarzyć po cichu” – powiedziała Kulesa. „Gdy projekt stał się głośny, rząd porzucił swoje plany. Od tego czasu milczenie na temat migracji ”.

Tymczasem według Wróblewskiego niemieckie firmy zaczynają docierać do ukraińskich pracowników przeszkolonych i pracujących w Polsce. „Powtarzamy te same błędy, które popełnili nasi obywatele” – który poszedł na zachód po wstąpieniu Polski do UE w 2004 r. – „kształcąc ich, a następnie pozwalając im odejść” – powiedział Wróblewski, odnosząc się do wygaśnięcia wiz zagranicznych studentów po zakończeniu studiów na polskich uczelniach.

Wąskie gardła administracyjne powstrzymały również większą liczbę pracowników przybywających z dalszej części kraju. W ciągu ostatnich trzech lat Polska przyjęła 36 000 Nepalczyków, 20 000 Hindusów i 18 000 Bangladeszu, ale agencje rekrutacyjne niechętnie przynoszą więcej z powodu kosztów i trudności logistycznych związanych z importem pracowników z tak daleka. „Długo czekamy na dokumenty, a potem są różnice kulturowe i językowe, które utrudniają kontakt”, powiedział Bogdevic, dyrektor agencji rekrutacyjnej Gremi Personal. Polska ma sześć konsulatów, które mają obsługiwać około 40 milionów Ukraińców, ale tylko dwa w Indiach obsługują 1,5 miliarda tam ludzi oraz w sąsiednich Bangladeszu i Nepalu. Podczas gdy niektóre rządy regionalne pośredniczyły między pracodawcami a krajami, które wysyłają pracowników, Kulesa powiedział, że w Polsce przedłużony proces jest nadal domeną agencji rekrutacyjnych.

W dającej się przewidzieć przyszłości Polska będzie polegać na swoich pracownikach migrujących bardziej niż konserwatywny rząd chciałby to przyznać. „Wzrost gospodarczy w ciągu ostatniej dekady nie byłby możliwy bez tych zagranicznych pracowników” – powiedział Kulesa. Nowy raport Narodowego Banku Polskiego szacuje, że ukraińscy pracownicy zwiększyli efektywną podaż pracy w Polsce o 0,8 procent rocznie w latach 2013-2018. Przełożyło się to na wzrost o 0,5 punktu procentowego rocznie lub 13 procent wzrostu gospodarczego Polski w tym okresie.

Popularna linia argumentów w wielu zakątkach mówi, że jeśli tańsi pracownicy zostaną powstrzymani, polskie płace wzrosną. Jednak dopóki polska gospodarka pozostaje pracochłonna, tania praca utrzymuje konkurencyjność eksportu. Pomogło to złagodzić cios ostatniego kryzysu. Po pandemii nadal będzie wiele takich miejsc pracy, których Polacy po prostu nie chcą obsadzić, powiedział Kulesa. „Prace 3 D: brudne, niebezpieczne i trudne”.

Mimo że polska polityka migracyjna pozostaje mieszanką krótkoterminowości i naiwności, Ukraińcy wydają się nadal przyjeżdżać. Pandemia dotkliwie ucierpiała z powodu rozdartej wojną Ukrainy gospodarki. „Wiele średnich firm upadło”, powiedział Bogdevic. „Płace są nawet sześciokrotnie niższe niż tutaj. Wiele osób nadal chce wyjechać do pracy. ” Czterech na dziesięciu pasażerów pierwszym lotem przybyło do Polski po raz pierwszy, a od tego czasu agencja latała w dwóch kolejnych samolotach robotniczych. „Postanowiliśmy w południe”, powiedział Bogdevic, „a dzień później zarejestrowało się już 100 osób”.