Kategorie
News

Samobójczy cel polskiej opozycji

Właśnie wtedy, gdy nieliberalna partia rządząca w Polsce, Prawo i Sprawiedliwość (PiS), znajdowała się w najbardziej niepewnej sytuacji politycznej od lat, partiom opozycyjnym udało się wyrwać klęskę z paszczy zwycięstwa. Co gorsza, o ile opozycja nie wykorzystała okazji na znaczące zyski, PiS może wyjść silniejszy niż kiedykolwiek.

WARSZAWA – W ciągu ostatnich sześciu miesięcy polska koalicja rządowa, składająca się z Prawa i Sprawiedliwości (PiS) i dwóch malutkich partii, ulegała znacznemu upadkowi, stwarzając opozycji doskonałą okazję do jej obalenia. Jednak zamiast uformować jednolity front, opozycja popadła w konflikty, a populistyczny rząd Polski kierowany przez PiS mógł wyłonić się silniejszy niż kiedykolwiek.

  1. Wielkie kłamstwo i jego konsekwencje

    Dave Tschorn

Rywalizacja premiera Mateusza Morawieckiego z ministrem sprawiedliwości Zbigniewem Ziobrą o następcę prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego wywołała serię kryzysów parlamentarnych. Deputowani każdej z trzech partii rządowych odeszli, a stosunki w koalicji przekształciły się w otwartą wrogość. Poparcie PiS spadło z ponad 40% do około 30% – tylko połowa łącznego poparcia dla partii opozycyjnych.

Kryzys w PiS potęguje pandemia. Podczas gdy pierwsza globalna fala COVID-19 w dużej mierze ominęła Polskę, druga i trzecia wyniosły kraj na szczyt międzynarodowych rankingów. Współczynnik śmiertelności w Polsce, wynoszący około 1900 na milion mieszkańców, jest obecnie wyższy niż w Stanach Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii i Szwecji.

A jednak w najważniejszej sprawie tej kadencji parlamentu – ratyfikacji unijnego instrumentu na rzecz odbudowy i odporności (RRF), który przeznacza dla Polski ok. 58 mld euro (70,7 mld dol.) – rządowi początkowo brakowało większości w Sejmie. Twierdząc, że RRF podważy polską suwerenność i zapoczątkuje wzrost unijnego federalizmu, powstańcza frakcja sprzymierzona z Ziobrą odmówiła głosowania na nią. Z kolei zamach Ziobry na niezależność sądownictwa w Polsce postawił rząd na kursie kolizyjnym z Unią Europejską, która zareagowała nową zasadą warunkowości („fundusze w zamian za przestrzeganie praworządności”).

Opozycja była zdania, że ​​RRF należy ratyfikować, ale tylko w zamian za gwarancje sprawiedliwego wydatkowania pieniędzy – postulat wynikający ze sposobu, w jaki PiS rozdysponował Rządowy Fundusz Inicjatyw Lokalnych. Z raportu Fundacji Batorego wynika, że ​​do bastionów PiS trafiło dziesięć razy więcej pieniędzy niż gdzie indziej, a większość „opozycyjnych” gmin nic nie otrzymała. Gdyby pieniądze z RRF były rozdzielane w ten sam sposób, poparcie opozycji oznaczałoby polityczny samosabotaż.

Ale komplikując sprawę, partia Lewica, zrzeszająca postkomunistów i młodych lewicowców, oderwała się od sojuszu opozycji, ponieważ potajemnie negocjowała z rządem. Podobno PiS obiecał przeznaczyć 30% środków samorządom (choć nie wiadomo, które); wybudować 75 000 mieszkań (choć fundusz odbudowy tego nie przewiduje); i ustanowi komitet monitorujący, w skład którego wejdą przedstawiciele samorządów lokalnych, związków zawodowych i organizacji pozarządowych (choć bez szczegółów dotyczących względnych udziałów).

Zasubskrybuj Project Syndicate

Zasubskrybuj Project Syndicate

Ciesz się nieograniczonym dostępem do pomysłów i opinii czołowych światowych myślicieli, w tym czytaniami tygodniowymi, recenzjami książek, zbiorami tematycznymi i wywiadami; Rok przed nami roczny magazyn drukowany; kompletny PS archiwum; i więcej. Wszystko za mniej niż 9 dolarów miesięcznie.

Zapisz się teraz

Nie jest jasne, dlaczego Lewica miałby ufać stronie, która do tej pory nie dotrzymała żadnej ze swoich umów. A jej działania mają jeszcze mniej sensu, gdy się weźmie pod uwagę, że jej wyborcy są bardziej anty-PiS niż inni partie opozycyjne. Wygląda na to, że Lewica po prostu desperacko chciała zakończyć stagnację w sondażach, przyciągając wyborców PiS.

Po tym, jak doszło do wiadomości o tych machinacjach, PiS szybko odzyskał równowagę i wynegocjował porozumienie z koalicjantami, które sprawiło, że poparcie Ziobry stało się zbędne. Fundusz naprawczy został ratyfikowany 4 maja i wybuchła bratobójcza wojna między opozycją.

PiS przejął wtedy inicjatywę i zaczął promować coś, co nazywa „polskim ładem”. Plan, zaprezentowany na zjeździe partyjnym 15 maja, łączy dodatkowe transfery socjalne z dużo bardziej progresywnym opodatkowaniem. Partia tradycyjnie dba przede wszystkim o zaplecze wyborcze: ludzi uboższych i mieszkających na wsi. Około 18 milionów Polaków zapłaci mniej podatku, a dwie trzecie emerytów nic nie zapłaci.

Ponadto polskie rodziny z dwójką lub więcej dzieci otrzymają 2700 euro, a młodzi Polacy, którzy chcą kupić mieszkanie, będą mogli skorzystać z gwarancji kredytowych. Większe będą wydatki publiczne na ochronę zdrowia (sięgające 6% PKB do 2023 r.), A zdaniem Kaczyńskiego rząd „będzie dążył do zniesienia śmieci. [labor] kontrakty… aby stworzyć jeden mechanizm, jeden model zatrudnienia ”.

Wreszcie PiS zapowiedział ambitny program inwestycyjny, który sfinansuje wszystko, od boisk sportowych po szpitale, a także odbudowę zabytkowych budynków (np. Pałacu Saskiego w Warszawie, który niegdyś był siedzibą królów Polski). Rząd nie powinien mieć problemu z finansowaniem tego programu, ponieważ wkrótce będzie miał do dyspozycji dodatkowe 58 miliardów euro z UE.

Polski układ PiS nie wróży dobrze Lewicy czy Platformie Obywatelskiej, głównej partii opozycyjnej. Obaj już zaczęli się wewnętrznie fragmentować i cierpią w sondażach – Platforma Obywatelska spadła do 10% poparcia, a Lewica jest na 6%. Największymi beneficjentami problemów opozycji jest oczywiście PiS, a także nowa partia, na czele której stoi osobowość telewizyjna Szymon Hołownia (20%), która umiejętnie unika wdawania się w spory i zrażania kogokolwiek.

Rafał Trzaskowski, liberalny prezydent Warszawy, staje się coraz bardziej aktywny w polityce centralnej. Na razie podjął inicjatywę Campus Europa, letnią szkołę dla 1000 młodych ludzi, która może okazać się źródłem kapitału ludzkiego dla każdego nowego ruchu politycznego. Inaczej opozycji brakuje lidera, który mógłby się równać z Kaczyńskim. Były premier Donald Tusk odegrał kiedyś tę rolę jako lider Platformy Obywatelskiej. Ale teraz stoi na czele Europejskiej Partii Ludowej, grupy centroprawicowej partii centroprawicowych w Parlamencie Europejskim i może obserwować tylko z daleka, jak jego partia wyrywa klęskę ze szczęk zwycięstwa.