Kategorie
News

„Usiadłem przy jej łóżku i zacząłem pisać”: Madison wspomina podróż żydowskich rodziców z Polski

MADISON – Zniszczona torebka ze skóry w kolorze bordowym wygląda zupełnie zwyczajnie, ale jest częścią historii jednej rodziny.

To historia poświęcenia, walki, przystosowania się do sił zewnętrznych i wreszcie rozkwitu.

Stary portfel, rozdarty przez wiele lat i wiele mil wyczerpującej podróży do kilku krajów i trzech kontynentów, należał do 26-letniej Chany, świeżo poślubionej w 1940 roku Davida Sobockiego, lat 32.

Młoda para żydowska, podobnie jak dziesiątki tysięcy Żydów, uciekła życiem z okupowanej przez hitlerowców Polski podczas II wojny światowej w poszukiwaniu nowego domu, bezpiecznej przystani. W tym czasie Związek Radziecki zaanektował już wschodnią Polskę.

Chana trzymała torebkę – koło ratunkowe jej rodziny – przy sobie, ponieważ zawierała wszystkie jej cenne dokumenty tożsamości.

Teraz jest w bezpiecznym miejscu jej córki, która ma 77 lat później w domu Madison.

77-letnia Helena Schanzer opowiedziała niedawno o podróży swoich rodziców do młodych studentów religijnych w Temple Beth Tikvah przed Dniem Pamięci o Holokauście 8 kwietnia. Program, który odbył się w Zoom, był częścią całorocznego międzypokoleniowego programu w świątyni.

Matka i ojciec Schanzera pobrali się podczas potajemnej ceremonii ślubnej, zanim uciekli z Polski, idąc 300 mil do Związku Radzieckiego. A to był dopiero pierwszy etap ich wieloletniej migracji.

Schanzer, niemowlę podczas części tego exodusu, poznało jego zakres dopiero około 28 lat temu od swojej matki, która „leżała na swoim umierającym łóżku” – wspomina Schanzer.

Powiedziała, że ​​rodzice nigdy jej o tym nie rozmawiali.

„Rodzice o tym nie rozmawiali – nie chcieli traumatyzować swoje dzieci. Czuli się z tego powodu winni; zostawili swoich starych rodziców ”- powiedział Schanzer.

Powiedziała również, że czuje się winna i zawstydzona, że ​​nigdy wcześniej nie zapytała swoich rodziców o te wydarzenia.

Donna B. Fedus, gerontolog z Pożycz moje okulary, która pomogła Schanzer ułożyć wykład, powiedziała, że ​​jej pierwsza reakcja brzmiała: „Po prostu uważam, że to jest tak potężne”.

„To było bardzo satysfakcjonujące. … Podobał mi się pomysł, że Helena mogła opowiedzieć swoją historię, ponieważ żałowała, że ​​nie zadała więcej pytań swoim rodzicom ”- powiedział Fedus.

Spoglądając wstecz na swoje rozmowy z matką, Schanzer powiedziała, że ​​słowa matki utknęły w jej pamięci: „Nie wiem, skąd mam siłę, by przetrwać”.

Ukryty ślub i ucieczka

W 1940 roku matka i ojciec Schanzera pobrali się potajemnie przez rabina w Łodzi w Polsce, w pokoju z prześcieradłami w oknach, aby ukryć zgromadzenie przed nazistami.

Uchwalone w 1935 r. Ustawy norymberskie pozbawiły Żydów wszelkich praw i ostatecznie doprowadziły do ​​ich segregacji, uwięzienia i „ostatecznego rozwiązania” – ludobójstwa, podczas Holokaustu.

Od 1938 do 1941 r. „Naziści chcieli uczynić Niemcy judenrein (oczyszczonymi z Żydów), utrudniając im życie tak, że byliby zmuszeni do opuszczenia kraju” – podaje Holocaust Encyclopedia, United States Holocaust Memorial Museum.

I to powtórzyło się w krajach okupowanych przez Niemcy.

Ale nikt nie chciał przyjąć żydowskich uchodźców, powiedział Schanzer. W 1938 r. Przedstawiciele 32 krajów spotkali się podczas konferencji w Evian, aby zdecydować, co z nimi zrobić.

„Nikt nie chciał zabrać uchodźców – brzmi znajomo?” Powiedział Schanzer.

Kiedy jej matka zaczęła opowiadać jej o ich gehennie, Schanzer chciała zanotować każde słowo, ponieważ jej matka nigdy nie mówiła jej o tamtych latach.

„Usiadłem przy jej łóżku i zacząłem pisać” – powiedziała.

W Łodzi, jak zauważył Schanzer, jej rodzice byli skromną i pracowitą parą – matka krawcową, a ojciec krawcem.

Łódź w tamtym czasie „była bardzo prężną społecznością żydowską” – powiedział Schanzer. „Właściwie Żydzi przebywali tam przez 1000 lat. Mieli teatr, mieli społeczność intelektualną. Miasto z dużą ilością tekstyliów [production]. ”

Szli na Ukrainę, „ponieważ moi rodzice nie byli zamożni – nie mieli samochodu, nie mieli ciężarówki”. Historycy zauważyli, że uchodźcy korzystali ze wszystkich dostępnych środków transportu – wozów, a nawet rowerów.

Udali się do Rosji, ponieważ była to mocarstwo alianckie, które według Schanzera pozwoli im mieszkać tam tak długo, jak długo będą mogli pracować.

„Rosja była wtedy bardzo biedna – nie mieli dużo jedzenia, ale przyjmowali uchodźców” – powiedziała.

Kiedy w końcu przyjechali, wsadzono ich do pociągu, który, jak się później dowiedzieli, miał ich zawieźć na Syberię.

Schanzer nie wie, ile czasu zajęło jej rodzicom przekroczenie granicy z Rosją, ale zauważyła w swoim przemówieniu, że będzie to mniej więcej tak daleko, jak pieszo z Madison w stanie Connecticut do Waszyngtonu.

Na Syberię

Kiedy dotarli do Związku Radzieckiego, powiedziano im, żeby wsiedli do pociągu, powiedziała i „nie wiedzieli, dokąd jadą”.

Matka opowiadała jej „straszne historie” o warunkach w pociągu. „Byli stłoczeni razem. Zostali podzieleni ”. Niektórzy siedzieli na podłodze, a toalety były nieliczne, powiedziała.

Pociąg „wysadziłby ich tam, gdzie potrzebowali ludzi do pracy” w odległych rejonach, powiedziała.

„Moja mama mówiła sześcioma różnymi językami. Mówiła trochę po rosyjsku, więc zapytała: „Dokąd nas zabieracie?”, Ponieważ podróż była bardzo długa ”.

„Więc moi rodzice uciekli – zostali przydzieleni do pracy na Syberii”, gdzie rekordowo niskie temperatury mogły osiągnąć 52 stopnie poniżej zera Fahrenheita.

Na Syberii ich dieta była spartańska – „Jedli cebulę i ziemniaki” – powiedział Schanzer.

Tam jej ojciec „musiał pracować w lesie przy ścinaniu drzew”, podczas gdy jej matka została przydzielona do jazdy konnej do lasu, przynosząc mężczyznom jedzenie.

Tylko jednego dnia przestraszyła się, gdy przypadkowo wpadła na niedźwiedzia z pięcioma młodymi.

„Koń oszalał”, prawie ją rzucając, powiedział Schanzer. Według Schanzera po powrocie do obozu Chana była w szoku.

Ponieważ jej matka była szanowana – była „dobrą pracownicą” i „szanowali ją”, przydzielili jej pracę w kuchni.

Przerażający incydent był jednak błogosławieństwem w nieszczęściu.

„W przypadku czegoś strasznego to był najlepszy wynik” – powiedział Schanzer. „I to była najlepsza praca, jaką można było wykonać, ponieważ można było kraść, można było zdobyć jedzenie. Brakowało żywności ”.

W 1943 roku losy pary się odwróciły, kiedy pozwolono im przenieść się na południe do Uzbekistanu, gdzie „pogoda była łagodniejsza i tam mogli pracować na czarnym rynku”. Jednak sprzedaż na czarnym rynku była działalnością nielegalną i ryzykowną.

„Na czarnym rynku kupujesz rzeczy i sprzedajesz je na ulicy, a moja mama zawsze próbowała sprzedawać więcej” – powiedział Schanzer. „Nie było jedzenia, nie było mleka”.

To tam narodził się Schanzer.

Jej matka została złapana przez policję ”i zabrali ją na jeden dzień do więzienia, a ona błagała:„ Mam dziecko w domu – nie bierz mnie. Kto zajmie się dzieckiem? ”

Puścili ją, powiedział Schanzer, po tym, jak jej matka obiecała „nie sprzedawać już na ulicach”.

Dla rodziny były inne próby.

Pod koniec wojny Związek Radziecki naciskał na uchodźców do walki na froncie.

„Zaczęli zbierać mężczyzn, aby wyruszyć na front i walczyć z Niemcami” – powiedział Schanzer.

„Mój ojciec zaczął chować się na różnych dachach, a czasami nawet ubierał się za kobietę, żeby go nie złapali” – powiedziała.

Droga do USA

Po zakończeniu wojny para musiała podjąć decyzję, ponieważ Związek Radziecki dał uchodźcom możliwość pozostania i zostania obywatelami lub opuszczenia kraju.

Rodzina zdecydowała się wrócić do Polski i spróbować „zobaczyć, co zostało z ich rodziny”.

„Nikt nie żył” – powiedział Schanzer. „Dom został splądrowany, mieszkali w nim Polacy”.

Zasmuceni i zniechęceni para wyjechała do obozu dla przesiedleńców prowadzonego przez Amerykanów w Kassel w Niemczech. W tym czasie urodził się młodszy brat Schanzera, Simone.

Przebywając w obozie, podobnie jak około 175 000 innych żydowskich uchodźców szukali nowego domu. W tym czasie Palestyna była pod kontrolą brytyjską, a imigracja żydowska była tam surowo ograniczona, według Memorial Holocaust Museum.

Uzyskanie wizy również okazało się bardzo trudne.

„Musieli poczekać i zobaczyć, gdzie mogą otrzymać wizę” – powiedział Schanzer. „Paszport i wiza ratowały ci życie”.

Torebka Chany była kluczowa dla przetrwania rodziny, ponieważ była to ich „torba na dokumenty”, w której trzymano ich dokumenty.

„Wszystkie dokumenty tam były i przywiozłem je do Stanów Zjednoczonych!” – powiedział Schanzer z triumfalnym uśmiechem.

W 1950 roku, kiedy Schanzer miała 7 lat, jej rodzice odkryli, że mogą dostać wizę do Australii, gdzie Chana miała kuzynkę.

„Australia była jednym z niewielu krajów, które przyjęły uchodźców” – powiedział Schanzer.

Tam para mieszkała początkowo nad sklepem jubilerskim kuzyna w magazynie. „Gdy sytuacja się poprawiała, mój ojciec pracował tam bardzo ciężko jako krawiec, a mama jako krawcowa” – powiedział Schanzer.

Według Schanzera duże firmy tekstylne w weekendy przynosiły parze pracę.

Niestety to nie trwało długo, gdyż jej ojciec zachorował na gruźlicę i nie mógł pracować. Wyzdrowiał w Czarnych Górach w Australii, ponieważ uważano, że świeże powietrze będzie dla niego korzystne.

W poszukiwaniu lepszego życia Chana chciała, żeby opuścili Australię i przenieśli się do Chile, gdzie mieli wuja, któremu tam się powiodło „i był pomocny dla ludzi” – powiedział Schanzer.

Podróż ta trwała około miesiąca na statku pasażerskim, zatrzymując się m.in. w portach w Indiach i Hiszpanii – powiedział Schanzer.

Po przybyciu do Valparaiso w Chile jej ojciec był wściekły, gdy zobaczył skąpe chaty na wzgórzach, w których mieszkali biedni, powiedział Schanzer.

„Mój ojciec był zszokowany i zaczął skarżyć się mojej matce:„ Zobacz, gdzie mnie przyniosłaś ”- powiedziała.

I trudno było się dostosować – rodzina nie mówiła po hiszpańsku.

Jej ojciec był religijnym wyznawcą wyznania mojżeszowego, także martwił się, że nie może znaleźć koszernego mięsa. Jednak później mogli znaleźć sposób na zdobycie go z Argentyny, powiedział Schanzer.

Rodzina dobrze się rozwijała – z pomocą wujka jej rodzice mogli kupić sklep z odzieżą dziecięcą, który prowadziła jej matka.

Również podczas pobytu w Chile Schanzer poznała swojego przyszłego męża, Harry’ego, który był znanym chirurgiem naczyniowym. Poszła również na uniwersytet i uzyskała dyplom z terapii zajęciowej oraz tytuł magistra poradnictwa.

Pobrali się z Harrym w 1968 r., Aw 1971 r. Wyjechali do Nowego Jorku.

„Mój mąż był bardzo ambitny – chciał się nauczyć, jak przeprowadzić lepszy przeszczep nerki” – powiedział Schanzer.

Kiedy wyjeżdżali do Nowego Jorku, powiedziała Schanzer, jej matka płakała na lotnisku, martwiąc się, że nigdy nie wrócą.

Schanzer powiedział jej: „Mamo, jak możesz tak mówić, nie będzie nas tylko na kilka lat”. Ale po latach będzie to prześladować córkę.

Osiedlili się w USA na stałe, ale odwiedzali Chile dwa razy w roku.

Schanzer później dowiedziała się więcej o udręce swojej matki związanej z wyjazdem z Polski. „Opuściła rodziców i nigdy więcej ich nie zobaczyła”.

Schanzer powiedziała o próbach swojej rodziny: „To jest historia prostej rodziny, która doświadczyła tego okropnego doświadczenia – wiele razy nie wiedziała, co się stanie”.

„Musieli dostosować się i przystosować do bardzo trudnych okoliczności, ale w końcu rozkwitły” – powiedziała.

Schanzer niedawno świętowała pierwszy dzień Paschy i urodziny swojego męża z dwójką dzieci i sześciorgiem wnucząt. Powiedziała im, że jest ważna część, której nie uwzględniła w swoim przemówieniu.

„Chciałem tylko wspomnieć o tym mojej rodzinie, kiedy wszyscy tam byliśmy” – powiedział Schanzer.

„Jakie mam szczęście – mam męża, moje wielkie dzieci i wnuki” – powiedziała z dumą w swoim głosie.