Kategorie
News

Węgry i Polska przeciwstawią się krytykom „instytutem praworządności”

Węgry i Polska planują powołanie własnego „instytutu praworządności”, aby przeciwstawić się krytyce upadku norm demokratycznych w obu krajach, a także wskazać na wady systemów ich krytyków.

Dzieje się tak w czasie, gdy wielu w UE chciałoby surowszych kar dla krajów, które łamią standardy praworządności bloku, i toczy się debata, czy powiązać następny siedmioletni budżet z „mechanizmem praworządności”, który odmówić niektórych funduszy tym, którzy naruszają. Zarówno Węgry, jak i Polska były w różnym stopniu oskarżane o naruszenia niezawisłości sądów, erozję norm demokratycznych i ataki na wolność mediów.

„Musimy pokazać Europie, że może istnieć alternatywna interpretacja” – powiedziała węgierska minister sprawiedliwości Judit Varga w wywiadzie dla Guardian. Powiedziała, że ​​Węgry i Polska mają nadzieję na włączenie do inicjatywy innych krajów regionu.

„Celem instytutu nie jest bycie głupim” – powiedział minister spraw zagranicznych Węgier Péter Szijjártó, ogłaszając niedawno plany wraz ze swoim polskim odpowiednikiem. Powiedział, że „zapobiegnie to zastosowaniu podwójnych standardów w Polsce i na Węgrzech”, analizując sytuację także w innych krajach.

„Uważamy, że aby być lepiej zrozumianym, musimy wzmocnić nasze stanowisko w wielu kluczowych kwestiach prawnych, które tworzą przyszłość Europy” – powiedział Varga.

Zarówno Polska, jak i Węgry zostały poddane procedurom na podstawie artykułu 7 UE, a oba kraje zostały ostro skrytykowane w niedawnym raporcie, który dotyczył praworządności we wszystkich 27 krajach. Węgierscy urzędnicy byli również regularnie oskarżani o korupcję, a unijny urząd ds. Zwalczania nadużyć finansowych raz zażądał zwrotu środków z powodu „oszustwa i możliwej korupcji”.

Krytycy Węgier i Polski w Brukseli rozpaczają z powodu braku unijnych mechanizmów wymierzania rzeczywistej kary za te naruszenia i oskarżają oba rządy o kpienie z europejskich wartości. Jednak w Budapeszcie i Warszawie urzędnicy twierdzą, że ataki na nich są upolitycznione i są po prostu sporem o wartości, a nie prawdziwymi debatami o praworządność.

„Jeśli spojrzeć na Europę Środkową, formułowana jest bardzo silna konserwatywna polityka. Podzielamy ten sam pogląd na politykę rodzinną i co myślimy o niektórych liberalnych ideologiach. Widzimy, że wszystkie te ideologie wpływają na interpretację tych samych praw ”- powiedział Varga.

Partia rządząca w Polsce prowadziła w ubiegłym roku długotrwałą kampanię przeciwko LGBTQ +, a polski trybunał konstytucyjny niedawno uchwalił prawie całkowity zakaz aborcji, po tym, jak rządząca partia Prawo i Sprawiedliwość (PiS) obsadziła trybunał lojalistami. Węgry niedawno wprowadziły ustawę zakazującą prawnych zmian płci, a premier Viktor Orbán wielokrotnie wyrażał swoje poparcie dla małżeństw heteroseksualnych jako preferowanego stylu życia dla Węgrów.

„Kraj, który ma przeważające poparcie swoich obywateli, powinien mieć prawo oświadczyć, że podstawą naszego społeczeństwa jest rodzina, a rodzina z założenia małżeństwo mężczyzny i kobiety” – powiedział Varga.

Instytut praworządności jest nadal na etapie planowania, ale Varga powiedział, że jego zakończenie powinno nastąpić w pierwszej połowie przyszłego roku i obejmowałoby „sieć profesorów”, która współpracowałaby przy różnych projektach.

Adam Bodnar, ustępujący polski rzecznik praw człowieka, który swoje stanowisko wykorzystywał do krytykowania demokratycznych odstępstw w ciągu ostatnich pięciu lat rządów PiS, powiedział, że instytut jest kolejnym przejawem zacieśnienia współpracy między krajami, które w Brukseli często postrzegane są jako dwa wichrzyciele bloku. w obliczu presji ze strony innych członków UE.

„To całkiem naturalne, że uczą się od siebie nawzajem, stosując te wszystkie praktyki, wywierając presję na władze UE i tworząc współpracę między sobą” – powiedział.

Krytycy obu rządów twierdzą, że instytut będzie po prostu działał jako mechanizm odwracający uwagę. „Opiera się na jednej z ich zwykłych sztuczek, która polega na wybiórczym wykorzystywaniu zagranicznych przykładów lub prawa porównawczego w celu odwrócenia uwagi i wprowadzenia w błąd, w celu doprowadzenia do uogólnionego chaosu” – powiedział Laurent Pech, profesor prawa na University of Middlesex.

Ostateczne porozumienie w sprawie siedmioletniego budżetu UE w wysokości 1,7 bln euro (1,5 bln funtów) i pakietu naprawczego zostało wstrzymane przez kłótnię w kwestii tego, jak działałaby sankcja dotycząca praworządności. Przywódcy uzgodnili w lipcu, że powinien istnieć taki mechanizm, który potencjalnie ograniczyłby finansowanie krajów, w przypadku których stwierdzono, że naruszają normy demokratyczne.

Jednak obecna propozycja niemieckiej prezydencji w UE, zezwalająca na zawieszenie płatności, zdenerwowała Polskę i Węgry, że są zbyt surowe. Jeśli chodzi o dyskusje budżetowe, unijna zasada, że ​​decyzje muszą być podejmowane jednomyślnie, oznacza, że ​​Polska i Węgry mogą blokować działania, które im się nie podobają.

„To czerwona linia, że ​​praworządności nie należy mylić z jakimikolwiek uwarunkowaniami budżetowymi. Możemy o tym porozmawiać na innym etapie z głowami państw i jednogłośnie ”- powiedział Varga.

W nadchodzących tygodniach UE powróci do dyskusji na temat kolejnego budżetu bloku, a oba kraje zagroziły, że w razie potrzeby skorzystają z prawa weta, aby powstrzymać włączenie mechanizmu praworządności.

W międzyczasie mechanizm spotkał się z ostrą krytyką ze strony Holandii, Finlandii, Szwecji i Danii za to, że jest zbyt słaby.

Rząd holenderski ostrzegł, że obecna propozycja stawia próg działania o wiele za wysoko, ostrzegając, że jego parlament raczej nie ratyfikuje budżetu UE, jeśli zostanie on przekazany parlamentarzystom.

W tym tygodniu w Brukseli toczą się negocjacje między państwami członkowskimi a posłami do PE, którzy również będą musieli głosować nad ostatecznym budżetem i klauzulami praworządności, z opóźnieniem ratyfikacji przez parlamenty narodowe i europejskie, które grożą terminową wypłatą miliardów euro na programy UE.