Kategorie
News

Zamknięcia kopalni wirusów wywołują niepokój w polskim pasie rdzy

Wydano: 13/06/2020 – 05: 28 Zmodyfikowano: 13/06/2020 – 05:26

Jastrzębie Zdrój (Polska) (AFP)

Gwałtowny wzrost liczby zgłoszonych przypadków koronawirusa w polskich kopalniach węgla doprowadził kraj do szału, ale mieszkańcy obawiający się o miejsca pracy osłabiają kryzys zdrowotny.

Kwestia ta jest szczególnie drażliwa przed trudnymi wyborami prezydenckimi 28 czerwca w Polsce, gdzie górnicy są nadal silnym blokiem wyborczym.

Dominik Kolorz, szef związku zawodowego Solidarność dla śląskiego zagłębia węglowego, powiedział AFP, że jest zaniepokojony wzrostem liczby przypadków wirusów, który może być pretekstem do ostatecznego zamknięcia niektórych kopalń.

„Mamy nadzieję, że rząd w dalszym ciągu będzie odnawiał sektor wydobywczy” – powiedział AFP Kolorz, przemawiając w Katowicach w południowej Polsce, regionalnej stolicy Śląska.

Górnicy i ich rodziny odpowiadali za wysoki odsetek niedawnych przypadków koronawirusa zdiagnozowanych w Polsce, co skłoniło rząd do zawieszenia pracy w 12 kopalniach do końca czerwca.

Wszystkie należą do grupy wydobywczej JSW i konglomeratu PGG – dwóch największych europejskich firm węglowych – i zatrudniają tysiące osób.

Polska jest uzależniona od węgla w 80 procentach z zapotrzebowania na energię, ale nie oczekuje się, że zamknięcia wpłyną na produkcję energii, ponieważ ma duże zapasy.

Poleganie na brudnym paliwie kopalnym jest drażliwym problemem w Unii Europejskiej, a Warszawa odmawia realizacji celu bloku, jakim jest neutralność pod względem emisji dwutlenku węgla do 2050 r.

Przejście na zieloną energię wymagało więcej czasu – według niektórych źródeł do 2070 r.

– Wirus „atakuje kopalnie” –

W kopalni Knurów-Szczygłowice w JSW robotnicy przybywający na zmiany tuż przed zawieszeniem byli poddawani kontroli temperatury i używali dezynfekcji rąk.

W pobliżu stał duży pomarańczowy namiot awaryjny, a znaki nakazały pracownikom noszenie masek przez cały czas w regionie, który stał się epicentrum kryzysu koronawirusowego w Polsce.

Wirus „atakuje w kopalniach”, gdzie ciasne warunki pracy oznaczają, że może się szybko rozprzestrzeniać, powiedział we wtorek premier Mateusz Morawiecki.

Ale Sławomir Starzyński, rzecznik grupy wydobywczej JSW, podkreślił, że przypadki wykryte w jego firmie były przeważnie łagodne lub bezobjawowe.

„Z 3000 pracowników z naszych kopalń, w których uzyskano wynik pozytywny na obecność koronawirusa, tylko trzech lub czterech musiało być hospitalizowanych” – powiedział.

Polska wprowadziła środki blokowania antywirusowego stosunkowo wcześnie w marcu, co może tłumaczyć niższą liczbę ofiar śmiertelnych z powodu choroby niż w niektórych krajach Europy Zachodniej.

Odnotowano 28 577 potwierdzonych przypadków koronawirusa, w tym 1222 zgonów na piątek.

Rząd zaczął łagodzić ograniczenia w zeszłym miesiącu, ponownie otwierając restauracje, podnosząc limit zgromadzeń publicznych do 150 osób i znosząc wymóg dotyczący maski na twarz dla osób przestrzegających zasad dystansu społecznego.

Kampania przed przełożonymi wyborami prezydenckimi również się rozwija.

Głosowanie było pierwotnie zaplanowane na 10 maja, ale zostało przesunięte w ostatniej chwili z powodu pandemii.

Ale minister zdrowia Łukasz Szumowski ostrzegł, że gwałtowny wzrost liczby przypadków może oznaczać ponowne wprowadzenie ograniczeń w całym kraju, aby zatrzymać rozprzestrzenianie się.

Ale na Śląsku dominującą troską górników była przyszłość ich pracy.

Gdy przybył na zmianę do kopalni Knurow, 40-letni Krzysztof powiedział: „Nie wiem, co myśleć.

„Kopalnia działa dobrze. Nie wiem, dlaczego ją zamykają”.